Oglądałam film.
Mój ulubiony.
"Dzień świra"
Jest taki życiowy.
Mało takich filmów.
Mistrzostwo świata.
Myślałam, że już mi na "tobie" nie zależy.
Pff, ja byłam tego pewna.
Jednak po obejrzeniu tegoż właśnie niesamowitego filmu znów sobie uświadomiłam, że go kocham.
To uczucie, gdy już go nie kochasz.
Nienawidzisz.
Nie chcesz znać.
Chcesz zabić jego.
Albo najlepiej siebie.
A 5 minut po tym zastanawiasz się, co teraz robi, gdzie jest, o czym myśli, jak się czuje...
Czy on w ogóle przez ten cały czas pomyślał o mnie chociaż raz?
Jeśli tak, to pozytywnie czy negatywnie?
Pytania się nawarstwiają, lecz odpowiedzi wciąż brak.
Brak, tak jak "ciebie" obok mnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz